Recenzja – wielopasja.blogspot.com

belka

„Autor tego tworu niedługo dobije trzydziestki, a to w jaki sposób bawi się językiem jest naprawdę rzadko spotykane; czyta się kolejne zdania z wielką przyjemnością (…) Język i zabawa słowami to jedno, ale porównania tudzież odniesienia do rzeczy, stworzeń, o których inni nawet nie mają pojęcia to już odrębna sprawa zasługująca na kolejne brawa”.

Heej, wszystkim książkoholikom! Dziś, po raz kolejny książka z rodzimego kraju, więc nic tylko się cieszyć. Szkoda tylko, że nie mogę się tutaj rozpływać w ochach i achach, bo niestety nie jest to pozycja, o której mogę mówić w samych świetnych alternatywach. O tym jednak więcej w recenzji.

Słów kilka o… okładce.
Wydanie, rysunek na okładce – no cudeńko! Skłaniam się ku temu, że to najlepsza oprawa graficzna ze wszystkich wydanych jak dotąd książek przez publikatora Novae Res. Wszystko pięknie, schludnie i w końcu brak tych dziwnych, niepasujących twarzy ludzi. Mam nadzieję, że wydawnictwo będzie nadal brnęło w tym kierunku. Chociaż wątpię… Ale nadzieję trzeba mieć, no nie?

Zacznijmy od najważniejszego, czyli pomysłu, fabuły oraz przedstawienia samej idei.
Zdobywcy oddechu to historia trzech Krakowian. Wszyscy znacznie różnią się od siebie. Ponad czterdziestoletni Wiktor pracuje na wyższej uczelni, a jego marzeniem jest pisanie. Młody Piotr jest homoseksualistą ze złamanym sercem, a Zbigniew od zawsze czuje się gorszy. Uważa, że nic nie wnosi do świata i zatraca się w poczuciu, że jest od wszystkich gorszy, zbyt pospolity; co wmawiała mu matka. Ta publikacja nie jest tworem fabularnym; dostajemy spis przemyśleń trzech mężczyzn. Ich smutki, radości i marzenia. To wszystko zostaje tutaj zapisane.

Kto z kim i z czym?
Bohaterowie… Niby nie ma ich dużo. Tylko trójka mężczyzn, ale uwierzcie można się pogubić. Bez śmiechów tylko proszę. Rozdziały są pisane na zmianę; raz marudzi Wiktor, później na świat wychodzą zawody uczuciowe Piotra, a na koniec depresyjny Zbigniew. Ale, uwaga, uwaga! Jeśli ktoś jest spostrzegawczy to sam może zobaczyć, że każdy nowy rozdział poprzedzają gwiazdki; czasami stoi tam, sama, jedna, pojedyncza gwiazdunia, momentami dwie albo trzy. Każda z nich reprezentuje inną postać. Zajrzyjcie na sam koniec książki, jeżeli będziecie chcieli się połapać z kim macie do czynienia podczas czytania. Swoją drogą dziwie się, że owa legenda osadzona jest na końcu. Kto zagląda na koniec książki przed jej przeczytaniem?

Kunszt, kunsztowi jest nierówny, ale ten jest wręcz czarowny. 
Autor tego tworu niedługo dobije trzydziestki, a to w jaki sposób bawi się językiem jest naprawdę rzadko spotykane; czyta się kolejne zdania z wielką przyjemnością. Szkoda tylko, że opis z tyłu mówiący to zapis fragmentów życia i refleksji nie uwzględnił, iż więcej tu właśnie tych refleksji niż samego życia. Nie jest to twór fabularny tylko jeden wielki… pamiętnik? Chyba właśnie tak bym to określiła. Piotr komponuje opowieść o miłości, wszak Zygmunt o egzystowaniu. Melancholijny klimat nie udzielił mi się, a niektóre kwestie wydawały się rozwleczone, przynajmniej o akapit. Jako, że to debiut pana Przemysława, a on sam (choćby z maili) wydawał się człowiekiem bardzo uprzejmym oraz miłym mam nadzieję, że nie zaprzestanie na Zdobywcach Oddechu i stworzy coś bardziej fabularnego, z wartką akcją. Coś dla szerszego grona odbiorców, chociaż nie mówię tutaj też o czymś pisanym tylko i wyłącznie pod publikę, bo to nigdy nie wychodzi dobrze. Język i zabawa słowami to jedno, ale porównania tudzież odniesienia do rzeczy, stworzeń, o których inni nawet nie mają pojęcia to już odrębna sprawa zasługująca na kolejne brawa. Raz napomniana jest enigma, drugim razem Kupidyny. Wystarczy kilka takich smaczków, a już czyta się przyjemniej.

Cytaty – kto ich nie lubi?
Zazwyczaj cytaty kolokwialnie mówiąc wpycham między akapity, ale ta recenzja i tak nie ma już typowej formy, więc nic mi nie szkodzi skumulować maksym w jednym miejscu.

Najstarszy zawód świata to zawieść się na kimś.

– Zdarzało ci się, że ktoś nie przyszedł na randkę? – zapytała mnie kiedyś Lena.
– Gorzej, zdarzyło mi się, że niestety przyszedł – odparłam.
– Uciekłeś?
– Nie, Najpierw pomyślałam: co ja teraz pocznę? Ale uznałem, że zostanę. Zero instynktu samozachowawczego.

Skąd miałem wiedzieć, że przychodzimy, by odejść, rodzimy się, by umrzeć?

Cierpienie jest takie masowe, takie popularne, zawsze na czasie. Słucham dołującego popu i rozpamiętuje. To takie pospolite, piosenkarka, o której za dwa lata nikt nawet nie będzie pamiętał, wyraża moje uczucia.

Facet jak dobry film, zawsze kończy się łzami.

Muzyka to enigma, szyfruje nasze emocje.

Podsumowania słów kilka
Jest taka oczywista zasada przy recenzowaniu wszelakich dzieł – nieważne czy dla osoby prywatnej, wydawnictwa czy księgarni – że ocenia się utwór, który przeczytało się w całości i przyznam się, iż gdyby nie ten niemy obowiązek Zdobywcy Oddechu nie zostaliby odhaczeni na mojej liście przeczytanych pozycji, Zbyt duży nacisk położony na przemyślenia, takie popularne wśród blogów młodych ludzi tzw. o wszystkim i o niczym. Podobnie z tą książką, niby o wszystkim, bo są i fobie, i brak poczucia własnej wartości, i inne bzdety, ale gdybym miała tak nakreślić główny temat tych dywagacji to już muszę nieco się zastanowić, wyselekcjonować te najlepsze kąski sposób gąszczu tuzinów myśli przewodnich każdego z rozdziałów. Życzę autorowi jak najlepiej; jego styl i język wyprzedzają pewnie tych pisarzy z podium najlepiej sprzedających się tytułów, ale zabrakło mi pomysłu… Nie wróć, pomysł był i to całkiem oryginalny. Taki nowy format, ale on mnie nie kupuje. Mało kto lubi lektury bez akcji, a ja do tego grona nie należę. To już sprawdzone.

Reklamy