Recenzja – czytajswiat.pl

belka

Ten debiut literacki jest jednym wielkim cytatem, którego fragmenty możemy odnosić do własnego życia. Autor swoim lekkim piórem stworzył coś, czego jeszcze nie było! Książkę czyta się szybko, niemal płynąc przez kolejne rozdziały. Nie jest to jednak powieść dla każdego. Wręcz jest to powieść dla nielicznych.

P. P. Kłosowicz, „Zdobywcy oddechu”. Książka specyficzna jak jej tytuł.

Zdobywcy oddechu.jpg
Siadając do tej książki nie wiedziałam czego się spodziewać. Opis nie zdradzał zbyt wiele, opinie zachęcały, temat intrygował, a okładka urzekała. Zrobiłam herbatę. Przeczytałam pierwszą stronę, drugą, trzecią, czwartą. Poznałam bohaterów. Wzięłam łyk herbaty. Przełknęłam słowa. Były gorzkie, tak jak moja herbata. A napis na kubku, w którym ją zrobiłam był totalnym przeciwieństwem świata stworzonego w powieści. Herbatę mogłam posłodzić, nawet tym optymistycznym cytatem z Muminków, ale czy postaciom na stronach książki uda się posłodzić życie? To jest już trudniejsza sztuka. Wykonalna? Tego się dowiecie poznając trzech mężczyzn. I trzy historie.

 

Jutro kolejny poniedziałek, ósmy w tym tygodniu. Nie sympatyzuję z tym dniem. Dzieje się nic, z krótkimi przerwami na coś.
No właśnie. Dla bohaterów przedstawionych w książce kolejny dzień wcale nie jest przyjemną myślą.
Wiktor niesie na sobie ciężar dziecka chorego na zespół Downa, rutyny w małżeństwie i niespełnionych marzeń.
Zbigniew zmaga się z trudnym dzieciństwem, niską samooceną i brakiem sensu we własnym życiu.
Piotr to homoseksualista cierpiący na zawód miłosny. Porzucony, zakochany w niewłaściwej osobie stara się odnaleźć miłość, by mieć w życiu kogoś, kto zawsze będzie przy nim.
Jest jeszcze Lena, przyjaciółka Piotra. Tak jak i on samotna, tak samo szukająca miłości. Oboje mają siebie, a jednak wciąż kogoś im brak.
To ludzie, których możesz mijać w drodze do pracy, codziennie patrzeć im w oczy, zajmować miejsce obok w autobusie. Dzięki książce poznasz ich myśli, wsłuchasz się w ich historię. A te tak różne od siebie przenikają się wzajemnie tworząc jedną całość. Mężczyźni się nie znają, każdy dźwiga swój własny bagaż doświadczeń, a jednak w pewien sposób są do siebie podobni. Mogą przyglądać się sobie, nie dostrzegając cudzych szarości. A każdy z nich pragnie w życiu tego samego. Tego co my wszyscy. Poczucia sensu i miłości.

W życiu liczą się czyny nie słowa. W książkach liczą się słowa.

Zdobywcy oddechu to idealny przykład powyższego stwierdzenia. Ta książka to właśnie słowa układane w ciekawie skonstruowane zdania. To zdania składające się na strony. I strony tworzące myśli. To gra słów, która nie raz mnie zaskakiwała. Ten debiut literacki jest jednym wielkim cytatem, którego fragmenty możemy odnosić do własnego życia. Autor swoim lekkim piórem stworzył coś, czego jeszcze nie było! Książkę czyta się szybko, niemal płynąc przez kolejne rozdziały. Nie jest to jednak powieść dla każdego. Wręcz jest to powieść dla nielicznych.
Nie ma tu akcji, nie poznajemy wydarzeń, nie przyglądamy się czynnościom, nie doświadczamy intrygi. Wnikamy za to w umysły, poznając myśli bohaterów i toczące się w ich wnętrzu dialogi.
To historia pełna refleksji, wymagająca skupienia. Zatrzymania się. Oddechu. I herbaty.

Jeśli nie wypiłem z kimś herbaty to znaczy, że nie znam tej osoby. Piwo można wypić jedno i pod byle jakim pretekstem uciec z baru. Kawę można wypić w pośpiechu rano (…) Ale herbatę?! Na herbatę trzeba czasu. Do herbaty trzeba nie ciasta, a rozmowy. Herbata oznacza zaangażowanie.

Siadamy więc przy trzech herbatach parzonych przez bohaterów i słuchamy. Słuchamy o poczuciu wypalenia, potrzebie miłości, o tęsknocie, religii, stosunku do Boga, o śmierci i o życiu, które dla wszystkich zawsze mogłoby być lepsze. Delektujemy się tą herbatą, dochodząc do wniosku, że tak naprawdę zaparzyło ją życie i jak to w życiu bywa nie raz jeszcze wszystkich to życie sparzy. Chciałoby się przekazać, wykrzyczeć każdemu, że nie jest jedyny. Że to co go martwi, martwi również osoby z kolejnego rozdziału. I, że można wyrwać się z marazmu, że można wszystko.

Od lat w zimie nie lepię bałwana, bo wiem, że o nim zapomnę, a to smutny los. Nie można zapominać o tych, którym nadawało się kształt, formowało, rozwijało i uczłowieczało. Ciekawe ile postaci utknęło w mojej niepamięci?

Wiktor, Zbigniew, Piotr i Lena w mojej niepamięci na pewno nie utkną, bo nie często zdarza mi się czytać taką prozę. A przeczytałam ją niemal w jeden wieczór. Nie obyło się jednak bez znaczących minusów. Ta książka mogłaby być lepsza, o wiele lepsza! Każdy bohater w książce wypowiadał się tym samym językiem. Nieważne czy prowadził monolog, dialog, czy pisał maila, każdy posługiwał się metaforami, porównaniami i tą samą grą słów. Wymiana zdań między Piotrem i Leną była przez to nierzeczywista, bo nie różniła się w ogóle od wewnętrznych rozterek Zbigniewa. Czasami utrudniało to rozpoznanie czyją historię aktualnie czytamy. Dialogi czytało się dziwnie, a zarazem brakowało tych dobrze napisanych, gdy pojawiał się zbyt długi monolog. Książka momentami była też nierówna. Wciąż przeskakiwała z jednego tematu w drugi, bez żadnego znaku, bez wprowadzenia. Obok świetnych fragmentów, pojawiały się te gorsze, nie czytane z zainteresowaniem. Gdyby autor w te przemyślenia wplótł jakąś fabułę, nawet wydłużając książkę, dla mnie czytałoby się lepiej. Poza tym ciężko mi było polubić, któregoś bohatera, zaangażować się bardziej w jakąś historię.

Gdyby ktoś policzył oddechy, które pozostały mi do końca, panicznie bałbym się oddychać.

Dla mnie ta książka to cytaty. Zawsze zaznaczam te ciekawsze, a gdybym czytała wersję papierową, zakreślałabym co drugą stronę.

To też zakończenie. Na swój dziwny sposób zaskakujące, dające do myślenia, przewrotne. Naprawdę interesujące! To zbiór przemyśleń, tęsknot, wątpliwości. Zbiór smutków i prób życia na nowo. To rozliczenie się z przeszłością, która tak bardzo ciąży w teraźniejszości.  To pytanie: ile oddechów uda się jeszcze każdemu z nas zdobyć?

Dla kogo?

– dla tych, którzy lubią zastanawiać się, myśleć i analizować w trakcie czytania
– dla wielbicieli bardziej wymagającej literatury
– dla ciekawych jak można bawić się słowem
– dla tych, którzy chcieliby przeczytać coś ze względu na trafne spostrzeżenia i cytaty, a nie na akcję
– w końcu dla tych, którzy gdzieś się zagubili i również odczuwają bezsens życia.
Ostatni rozdział może być terapią.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorowi.
Tytuł: Zdobywcy oddechu
Autor: Przemysław Piotr Kłosowicz
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

 

Źródło: http://www.czytajswiat.pl/2017/06/p-p-kosowicz-zdobywcy-oddechu-ksiazka.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s